Homo monstrosus
Marcin Laszczkowski
Wyobrażenia i opisy “ludzi potwornych” były obecne w kulturze europejskiej od starożytności. Blemmyae o twarzach na torsie, Troglodyci, Psiogłowcy, ludzie o jednej stopie - te i inne “alternatywne” gatunki człowieka wzbudzały ciekawość i grozę. W nowożytnych traktatach anatomicznych przedstawienia Homo monstrosorum umieszczano w rozdziałach poświęconych dziwom natury, gdzie figurowały m.in. obok wizerunków osób dotkniętych wadami prenatalnymi: wodogłowiem, zroślactwem, brakami kończyn etc. Ta niezgodność pomiędzy postawą naukową a wiernością wobec zabobonów i dawnych legend, dziś wydaje się być podyktowana brakami w ówczesnej wiedzy. Czy jednak nie wpisuje się ona również w dyskurs “normatywnej normalności”? Wszak opowieści o “ludziach potwornych”, będąc odbiciem lęku przed “innym”, chroniły poczucie tożsamości. Wspierały bowiem narrację o tym, co “normalne”, “oswojone”, “właściwe” - a te pojęcia z kolei znajdowały odzwierciedlenie w kanonach piękna reprezentowanych w sztuce. Odgórny wzorzec właściwej budowy ciała, mający przełożenie na “piękno” wewnętrzne, rozumiane jako wartość, sięga swymi korzeniami antycznego pojęcia kalokagathia, by w XX w. wyjść poza ramy teoretyczne, w postaci eksperymentów eugenicznych
Wizualna strona współczesnej kultury zdominowana jest przez kanony piękna, które wyznaczają kierunek wąskiego zbiorowego wyobrażenia o akceptowanej i pożądanej formie ludzkiego ciała, egzystując bez przeszkód obok haseł o inkluzywności, akceptacji i tolerancji. W tym kontekście pojęcie Homo monstrosus nabiera nowego znaczenia.
